Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makaron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makaron. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 kwietnia 2011

Rosół.


Niedziela pełna wrażeń, ale i leniwego gotowania. Nie mam siły na przemyślenia. Zrobiłam pulpety na jutro, a dziś o rosole słów kilka – bo kurczak mi się nie udał i jestem z tego powodu zła.

Z rosołem jak z jajecznicą – każdy zna przepis, ale każdy też robi ją na swój sposób i choć wydaje się to być wyjątkowo proste, różne chochliki mogą się przy przygotowaniu pojawić (tak, zawsze przesolę te jajka…)



Rosół po sobotniej nocy:

2 skrzydełka z kurczaka

szyja kurczaka lub indyka (my nie lubimy dużo tłuszczu, więc była kurczaka)

2 marchewki

3 pietruszki

średniej wielkości seler

większa szczypta pieprzu czarnego w ziarnach

ząbek czosnku

cebula

garstka makaronu spaghetti

Skrzydełka z kurczaka przysmażam na złoto na mocno rozgrzanej patelni teflonowej, zajmuje to dosłownie kilka sekund i siup! do dużego garnka, do tego dorzucam obrane warzywa (oprócz cebuli) i zmiażdżone lekko łyżką ziarenka pieprzu wraz z obranym i lekko zgniecionym ząbkiem czosnku. Zalewam wodą tak, aby do brzegu pozostało nie więcej jak 5cm. Później smrodzę w całym domu przypalając cebulę na suchej patelni tak, by była czarna jak węgiel (ale tylko z jednej strony). Wrzucam ją do garnka i otwieram okno, bo wszystkich boli głowa… w osobnym garnku gotuję makaron spaghetti połamany na małe kawałeczki. Odcedzam i odstawiam, makaron oczywiście. Kroję zieloną pietruszkę – uwielbiam rosół z zieloną pietruszką. A to wszystko wcześnie rano, by dać zupie dużo czasu do nabrania smaku. Od czasu do czasu zbieram sitkiem szuwary powstałe na tafli gotującego się wywaru. To, że można już jeść poznaję po tym, że płyn ma złoty kolor, a jego objętość zmalała o niecałą połowę i intensywnie pachnie. Wyciągam warzywa, kroję marchewkę w kosteczkę i nakładam na talerze po kolei – makaron, marchewkę, zieloną pietruszkę i zalewam złociutkim rosołem.

Taaaakie dobre! :)

wtorek, 29 marca 2011

Spaghetti bolognese w formie ekspresowej.



Najprostsze rozwiązania są zazwyczaj najlepsze – i choć Ameryki tym stwierdzeniem nie odkryłam, każę je sobie wygrawerować na nagrobku. Wiele razy prostota ratowała mnie z opresji, powiedzenie czegoś bezpośrednio, wybranie najprostszej drogi, albo tak, jak dziś przygotowanie obiadu w prosty, sprawdzony sposób.

Są takie chwile gdy nie chce nam się, lub nie mamy czasu przygotować czegoś wymyślnego, a tu albo niezapowiedziani goście, albo potworny głód. „Co robić, co robić..?” – znacie ten stan? Od dziś możecie się już go nie obawiać, spaghetti bolognese wyrusza na ratunek.



Spaghetti bolognese dla dwóch osób:


½ opakowania makaronu spaghetti

puszka pomidorów bez skórki (najlepiej całe, wtedy możecie je drobniej pokroić, ale z braku czasu krojone też mogą być)

¼ szklanki oliwy z oliwek

cebula

4 ząbki czosnku

250g mięsa mielonego (wieprzowo-wołowe w oryginale, ja używam indyczego)

łyżka startej marchewki z selerem (tak, gotowej ze słoika)

kopiasta łyżka ziół prowansalskich

łyżka bazylii

Makaron wstawiamy do osolonego wrzątku i gotujemy tak, by stawiał opór zębom, czyli al dente. Oliwę wlewamy do niewielkiego garnka, rozgrzewamy i wrzucamy do niej marchewkę z selerem. Dusimy minutkę, dodajemy cebulę, znowu dusimy minutkę, a później wrzucamy jeszcze mięso i czosnek, dusząc aż mięso będzie gotowe w szaro-brązowym kolorze. Dodajemy pomidory razem z zalewą i doprowadzamy do wrzenia, a nastepnie doprawiamy ziołami prowansalskimi, bazylią, solą i pieprzem (najlepiej kolorowym z młynka). Mieszamy jeszcze 2 minuty na małym ogniu, odcedzamy makaron, nakładamy kopiaste porcje na talerze, posypujemy parmezanem i jemy, marząc o dokładce… :)


P.S. Proporcje makaronu są podane na dwie normalnie jedzące osoby, my jesteśmy obżartusami, więc dodajemy sobie gratisową garstkę makaronu dla uzyskania lepszej słoninki na brzuchach :)

czwartek, 29 lipca 2010

Makaron z tuńczykiem i brokułami


Życie bywa czasem dziwne. Właściwie to stosunek do życia bywa czasem dziwny. Wyizolowaliśmy się z Łasuchem we własnych czterech kątach, kupiliśmy meble do swojej kuchni na wyłączność, ja miałam przygodę z pracą w turecko-egipsko-grecko-amerykańskim bistro (sic!) i jego despotycznym szefem kuchni, który jest pierwszy na liście osób, jakie mogą mnie pocałować w dupę. Uspokoiłam się, wyważyłam sól i cukier, odjęłam trochę pieprzu. Zharmonizowałam. Planujemy otworzyć coś swojego, więc trzymajcie za nas kciuki. W każdym razie, przerwa od świata zrobiła mi w głowie i sercu porządek. A to dobrze.

Staramy się żyć ekologicznie i zdrowo. Jednakże zimne piwo psuje nam trochę koncepcje zdrowego lajfstajlu. Ale coś musimy mieć z tego wszystkiego, no nie? No to tak na zdrowie, to Was poczęstuję dzisiaj moim i Tomasza ulubionym makaronem – z brokułami i tuńczykiem.

P.S. Tęskniłam, a Wy? :]

Makaron z brokułami i tuńczykiem:

makaron kokardki, świderki, kolanka, jakikolwiek lubicie (tak na dwie osoby, ja dałam pół paczki, bo my dużo jemy…)

duży brokuł, albo dwa mniejsze

puszka tuńczyka w oleju

4-5 ząbków czosnku

łyżka masła

Makaron gotujemy al’dente, brokuły tak samo. Czosnek siekamy w drobniutką kosteczkę i smażymy na maśle tak, aby nie zbrązowiał, bo będzie gorzki i wstrętny. Tuńczyka w kawałkach odcedzamy, łączymy z makaronem i brokułem i polewamy czosnkiem z masłem. Nic nie zapomniałam? No nic. No to smacznego.