(Melchior Wańkowicz „Ziele na kraterze”)
W moim życiu pojawiają się coraz to intensywniejsze zmiany. Nie wiem tylko czy będę w stanie im sprostać. Dajmy na to studia – praktycznie je skończyłam (teoretycznie jeszcze kilka dni) i co teraz? Siedzieć na dupie i płakać. Odrobinę szaleństwa, naiwności i beztroski trzeba mi!
Nawet obiad miał być zabawny a wyszedł naburmuszony i snobistyczny. Klątwa jakaś…
Szalone mielone (co wcale szalone nie okazały się):
250g mielonego indyka
1 jajko
½ szklanki zmielonych płatków kukurydzianych albo bułki tartej
1 łyżeczka czerwonej pasty curry
szczypta cynamonu
1 łyżeczka soli
ziarenko anyżu
kilka ziarenek kardamonu
½ łyżeczki nasion kolendry
½ cebuli
4 ząbki czosnku
½ łyżeczki świeżo zmielonego kolorowego pieprzu
6 patyczków do szaszłyków
Mięso zmieszałam z jajkiem, płatkami kukurydzianymi, cynamonem, solą, pieprzem i utartymi ziarenkami kardamonu, kolendry i anyżu. Dodałam łyżeczkę pasty curry i zblendowaną cebulę z czosnkiem. Uformowałam sześć w miarę podobnych sobie wałeczków i nabiłam je na patyczki do szaszłyków. Wstawiłam do lodówki na pół godziny. Po tym czasie wyjęłam i smażyłam na gorącym tłuszczu z każdej strony tak, aby uzyskały brązowy chrupiący kolor. Zjedliśmy je z pieczonymi ziemniakami i pomidorem z czosnkową śmietaną. No i tak jakoś, zwyczajnie…


