Notorycznie wmawiam sobie, że nie mam czasu. Robię to na tyle perfidnie, że udaje mi się przekonać, iż potrzebuję odpoczynku, bo jestem zmęczona „nie wiem czym, ale czy to ważne?”. Albo to przesilenie wiosenne, albo demencja starcza dopada mnie już teraz. Albo to lenistwo, choć wolę już usprawiedliwiać się demencją. Mogę spędzać całe dnie na marzeniu, a w zasadzie to już powolnym snuciu planów na to, jak to marzenie spełnić. Powiedziałabym nawet, że zaczynam wierzyć w stojący mi otworem świat. Modlę się jedynie, by nie przekonać się co to za otwór…
Nie gotowałam rewelacyjnie przez ostatni tydzień, zatem nie było się czym chwalić. Ponieważ moja Mama Walentyna 8 maja skończyła kolejne 18ste urodziny, skupiałam się każdego dnia na tym, co też miałam w planach jej przygotować w prezencie. Takowoż powstał ten koszyk wypełniony po brzegi słodkościami, w którego skład wchodziły ręcznie formowane i przygotowane przeze mnie frykasy (tak, mam zamiar się przechwalać), żubrowe cytrynki w rumie, wędzone śliwki w czekoladzie, orzechowo-rumowe trufle, batoniki cynamonowo-pomarańczowe i kandyzowana skórka pomarańczowa w gorzkiej, cierpkiej czekoladzie. 



Rzadko kiedy jestem z siebie dumna, ale tym razem nie mogę tego ukrywać. Włożyłam w to całe swoje serce (to oczywiste skoro robiłam to dla Mamy), ale też chciałam spróbować swoich sił w ramach rozgrzewki przed rezultatem spełnienia swojego marzenia. Uff, skomplikowane. W każdym razie, zbliża się Dzień Matki, dzień przeznaczony dla każdej Mamy, w którym powinny one czuć się tak, jak sobie na to za
służyły – królewsko. Nie mam zamiaru robić sobie w żaden sposób reklamy, ani namawiać kogokolwiek do nabycia u mnie podobnego kosza słodkości, ale jeśli chcielibyście podarować swojej Mamie w tym dniu prezent jaki dostała moja Mama Walentyna, z przyjemnością go dla Was przygotuję. Jeśli jednak chcielibyście przygotować podobne pyszności sami, chętnie podzielę się z Wami przepisem na fenomenalnie słodkie batoniki cynamonowo-pomarańczowe, które daję głowę, że zachwycą Was swoją kruchością i słodko-kwaśnym tangiem smaków.
Batoniki cynamonowo-pomarańczowe
½ szklanki soku z cytryny i/lub limonki
skórka z 1 dużej pomarańczy
2 ziarna kardamonu
¼ łyżeczki sproszkowanego chilli
2 łyżeczki sproszkowanego cynamonu
1 szklanka brązowego cukru (u mnie demerara)
Pomarańczę sparzyłam wrzątkiem i obrałam ze skórki, którą następnie pokroiłam w kosteczkę. Sok z cytryny połączyłam z cukrem i powstała gęsta masa, którą odrobinę rozcieńczyłam wodą (około 4-5 łyżek), wlałam ją do garnka o grubym dnie i postawiłam na średnim ogniu. Gdy z cukru i płynów zaczął wytwarzać się syrop, dodałam kardamon i skórkę pomarańczową. Cały czas mieszając gotowałam do momentu, aż skórka pomarańczy nabrała przeźroczystego koloru (czyli jakieś 10-15 minut), dodałam cynamon i chilli i gotowałam na wolnym ogniu kolejne 10 minut, cały czas mieszając. Masa powinna być dosyć gęsta ale mimo wszystko płynna (gdy taka nie jest należy ją rozcieńczyć wodą). Gdy wszystko już gotowe, wylewam całość do wyłożonej papierem prostokątnej formy, czekam aż troszkę stwardnieje (tylko nie za bardzo, bo będzie się kruszyła)i nacinam w paseczki około 2-3 centymetrowe. Kiedy masa całkiem zastygnie łamię ją wzdłuż nacięć i voilla! gotowe. :)